niedziela, listopad 09, 2008

Dziki Zachód: taksówka nr. 2

Dnia drugiego obudziliśmy się ze świadomością, że od przepięknego Pojezierza Lubuskiego dzieli nas już tylko niewielki fragment Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej. Żwawo popędziliśmy więc na dworzec w Kostrzynie, aby udać się do Rzepina. Jako start pieszej wędrówki wybraliśmy Sulęcin, dokąd dostać mieliśmy się autobusem z Rzepina. Niestety zwyczaje lubuskich kierowców nie były nam znane i nie wiedzieliśmy, że autobusy do takich metropolii jak Gorzów Wielkopolski nie marnują czasu na zatrzymanie się pod dworcem. Kierowca, nie widząc nikogo na przystanku (my znajdowaliśmy się w budynku dworca) zawrócił pojazd i popędził w kierunku jednej ze stolic regionu, zostawiając nas znów na pastwę taksówkarzy. Dojechaliśmy do Sulęcina.



Wiadukt linii Rzepin - Międzyrzecz pomiędzy stacjami Sulęcin i Wedrzyn

Z Sulęcina wyruszyliśmy na szlak w kierunku Jeziora Lubniewsko. Na trasie minęliśmy wiadukt linii Rzepin - Sulęcin - Międzyrzecz (otwartej rok temu dla ruchu pasażerskiego) oraz nasyp rozebranej zaraz po II wojnie światowej linii Sulęcin - Rudnica.





Nasyp rozebranej linii Rudnica - Sulęcin kilkaset metrów za odgałęzieniem od linii Rzepin - Międzyrzecz

Idąc wzdłuż Czerwonego Potoku dotarliśmy do Jeziora Lubniewsko, aby wzdłuż niego podążyć do Lubniewic. Przed samą miejscowością znów spotkaliśmy się z pozostałością po linii Rudnica - Sulęcin.



Popołudniu dotarliśmy do Lubniewic, zakwaterowaliśmy się w pensjonacie i mieliśmy niewątpliwą przyjemność zobaczyć jak lokalny chlor rozbił się samochodem na drzewie.

1 komentarze:

wrona pisze...

o tak. alkohol to doskonałe narzędzie pozwalające ewolucji kontrolować poziom głupoty w społeczeństwie.