Śluza w Rutkach i most kolejowy linii Pruszcz Gdański - Stara Piła - Kartuzy (nieczynnej dla ruchu pasażerskiego).
Standardowa przeszkoda na szlaku pieszym...
...który jednak jest lepszą opcją niż szlak kajakowy.
Mieliśmy jak zwykle szczęście, gdyż w nocy padało. Zwalone konary, które i tak byłyby pewną przeszkodą, stały się tym upierdliwsze, że były śliskie. Do tego część szlaku zamieniła się w breję, w której z wielkim plecakiem miałem przyjemność się czołgać. Z Jaru Raduni, dzięki wyśmienitym oznakowaniom szlaku, wyszliśmy już w okolicy stacji Babi Dół. Stamtąd przez malownicze okolice Mezowa dotarliśmy do Kartuz. Po obiedzie i zwiedzeniu Muzeum Ziemi Kaszubskiej udaliśmy się na kemping nad Jeziorem Kłodno koło Chmielna.
W Kartuzach też chyba myślą, że ich czas już minął ;-)
Okazało się, że pospiesznie zwinięty rano w Augustowie mokry namiot zdołał nieco podgnić podczas gdy korzystaliśmy z cywilizowanych noclegów w Trójmieście. Musieliśmy zastosować tymczasowe rozwiązanie, które, pominąwszy inne korzyści, zapewniło nam stały dopływ świeżego powietrza.
To chyba ostatnia podróż namiotu za 99 zł z supermarketu. Za rok trzeba będzie zainwestować w coś mniejszego i lżejszego.
Rankiem następnego dnia podjęliśmy decyzję, że wracamy. Tym samym inaugurowaliśmy kolejny komunikacyjny wyścig. Tym razem celem była stacja Krzeszna, gdzie złapać chcieliśmy połączenie do Kościerzyny. Niebanalne tempo zdałoby się na nic, gdybyśmy nie zyskali kilku kilometrów przez podróż stopem.
Szwajcarię Kaszubską opuściliśmy wczesnym popołudniem, korzystając z pociągów:
Krzeszna - Kościerzyna
Kościerzyna - Wierzchucin
Wierzchucin - Bydgoszcz Główna
Bydgoszcz Główna - Warszawa Centralna
i dalej autobusem do Otwocka.

0 komentarze:
Prześlij komentarz