wtorek, wrzesień 02, 2008

Gołdap: kraina łowców przygód

Duży plecak, namiot, śpiwór i Krzysztof - to wszystkie składniki potrzebne do wędrówki po dzikiej Polsce. Kolejny wypad na szlaki turystycznie nieuczęszczane rozpoczęliśmy w Kętrzynie. Od samego początku odżegnaliśmy się od postępowania standardowych, nudnych turystów i postanowiliśmy przespać stację docelową. Wysiedliśmy w Sterławkach Wielkich, gdzie, na całe szczęście, nasz pociąg zatrzymał się w oczekiwaniu na mijankę z pociągiem jadącym w przeciwnym kierunku. Do Kętrzyna wróciliśmy autobusem.

Chcieliśmy udać się pociągiem do Węgorzewa. Niestety akurat w ten weekend turystyczna linia nie kursowała z powodu awarii lokomotywy. Pojechaliśmy autobusem. Serdecznie polecam drogę Kętrzyn-Węgorzewo przez Gierłoż. Tylu kocich łbów nie widziałem nigdzie wcześniej.

Po zakwaterowaniu w Węgorzewie poszliśmy do bunkrów w Mamerkach. Grochówka, kiełbaski, ścieżki i poobcinane stalowe drabinki, czyli nie pierwszy i nie ostatni przypadek, kiedy komercja niszczy klimat.



Następnego dnia pojechaliśmy porannym autobusem do Gołdapi. Po oględzinach miasta i herbacie z rumem udaliśmy się na oględziny dworca. Ostatni pasażerski pociąg dojechał do Gołdapi w 1991 roku. Przed wojną był to pięciokierunkowy węzeł, ale w 1945 nasi bracia ze wschodu sprywatyzowali lwią część mazurskiej sieci kolejowej i została tylko ślepa odnoga do Olecka. Stacja oczywiście w opłakanym stanie, jednak w dalszym ciągu radośnie wita podróżnych na Mazurach.



Na wylotówce z Gołdapi udało nam się złapać stopa do Botkun. Stamtąd ruszyliśmy w Puszczę Romincką.



Doskonałe oznakowanie szlaków spowodowało, że w połowie drogi konieczne było nawigowanie przy użyciu kompasu.





Wieczorem dotarliśmy do celu. Wieś Stańczyki przywitała nas zamkniętym zajazdem ze zlikwidowanym polem namiotowym oraz resztkami po campingu. Do zajazdu udało nam się dobić na herbatę z rumem (i przetrwać tym samym solidną ulewę). Rozbiliśmy namiot na ex-campingu i dopiero rano poszliśmy zobaczyć słynne wiadukty.





Ze Stańczyk niebanalnym tempem (bo zawsze, zawsze trzeba się spieszyć na jakiś środek lokomocji ;-) udaliśmy się do Przerośli Gołdapskiej w celu złapania autobusu do Kruszek. Stamtąd ruszyliśmy na podbój Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Pierwszym kęsem było mało zjawiskowe głazowisko Bachanowo, następnym był spacer wzdłuż jeziora Hańcza. Myśleliśmy, że szlak turystyczny przegrodzony drutem kolczastym był największym utrudnieniem tego dnia. Na północnym krańcu jeziora musieliśmy dotychczasowe przeszkody przewartościować. Ktoś bowiem na środku szlaku zorganizował wypas bydła - ogrodzona drutem pod napięciem łąka wypełniona była radosnym stadkiem pilnowanym przez 3 byki. Układ "rzeczka - my - drut pod napięciem - byk", gdzie każdy element odległy był od kolejnego o 0,5 m, dostarczył nam tego dnia najwięcej adrenaliny. Na szczęście udało nam się wyczekać aż bydle sobie pójdzie i łąkę przekroczyliśmy (znów niebanalnym tempem) kilkanaście metrów od ówczesnej pozycji stadka.



Po zabawie z bydłem obraliśmy kierunek na Smolniki i wschodnią część Suwalskiego Parku Krajobrazowego.



Szlakiem ze Smolnik dotarliśmy do szosy Rutka Tartak - Suwałki, stopem dojechaliśmy do Suwałk i dalej autobusem do Augustowa na nocleg.

0 komentarze: